Nagrzewamy mocno piekarnik. Teraz siekamy czekoladę na kawałki (drobniejsze się rozpuszczą, a większe będą do gryzienia), mieszamy wszystkie składniki suche, potem mieszamy wszystkie składniki mokre, zlewamy jedne z drugimi i mieszamy aż do uzyskania jednolitej masy. Teraz należałoby mieć blachę do muffinów, ale równie dobrze mogą być przygotowane foremki chociażby z folii aluminiowej. Foremki smarujemy masłem i wypełniamy w 2/3 ciastem. Wrzucamy do piekarnika i zostawiamy tam, aż ciasto urośnie i stanie się ciemnobrązowe. Jeżeli wyciągniemy muffiny za wcześnie, to będą w środku surowe, natomiast jeżeli za późno, to spód się spali. Po pierwszej nieudanej blasze kolejne wyszły mi już idealnie. Moim zdaniem jest to jedno z najprostszych ciast na świecie. Gdy jedna znajoma miała urodziny (w akademiku), przygotowałam tort muffinowy, wylewając ciasto muffinowe do tortownicy. Jedynym problemem było to, że strasznie długo musiało leżeć w piekarniku, ale wyszło świetne. Poza czekoladą można dodać rodzynki lub owoce, tylko trzeba uważać, żeby ciasto nie stało się zbyt wodniste.